Posty

Wyświetlanie postów z 2015
Kocham jesień. W szarym powietrzu oddycha mi się najłatwiej. Najłatwiej też się myśli.
Co z tego, że nie mam apetytu i mało się uśmiecham. Złote światło lampki i uzasadnione ogromne ilości złotej herbaty wynagradzają wszystko. Mój nowy szary sweter i reszta szaro-czarnych ubrań komponuje się świetnie z panującym klimatem.
Może się nie uśmiecham, może widzę wszędzie problemy, ale nawet dobrze mi. Dobrze jest postukać obcasikami na żółtawych liściach, dobrze tęsknić i oglądać słodkie bajki. Dobrze czytać, uczyć się i myśleć o odpowiedzialności i tym, co właściwie czyni mnie tym, kim jestem.
Dobrze widzieć innych szczęśliwych i czerpać z ich energii jak ze słońca, które tak rzadko się pojawia.
Dobrze wiedzieć, że nawet gdy się nie odzywam, jestem dla was ważna i wam potrzebna.
Czuję się tak zastraszająco spokojna, tutaj, w tym niebieskim kraju, pełnym niezrozumiałych zasad i dziwnych chwil. Nagle rozumiem, jak to jest mieć kogoś, z kim chce się być bez względu na okoliczności. Czuję wciąż że mam za mało czasu.
I nie myślę za dużo o przeszłości.

Wygląda na to, że leki mi pomagają. Statystycznie rzecz biorąc, częściej jestem szczęśliwa (!) niż przygnębiona. To bardzo niecodzienne, nieco przerażające uczucie - szczęście. Nie panikuję. Staram się nim cieszyć.

No i jestem tu. Schudłam, trochę pociemniałam, trochę się stęskniłam. Ale powinniście wiedzieć, że

Jest mi dobrze.
Naprawdę.
Obraz
przyszedł czas,  w którym nie tyle nie chcę, co nie mogę zostać sama. bądźcie przy mnie i mówcie do mnie. przyjmę każde wsparcie które mogę dostać. o ile oczywiście będzie wsparciem.

Obraz

Trochę strach

To prawda co mówią: gdy jest się szczęśliwym nie ma sensu wywnętrzać się wypisując różne głupoty w pamiętnikach. A co gdy jest się bardzo nieszczęśliwym z samym sobą?
Myślę, że to samo.
Najlepiej chyba pisze się gdy jest nijako, pusto, albo dzieje się tak dużo, że nie da się tego ogarnąć bez wypisania punkt po punkcie o co właściwie chodzi. Jak teraz jest? Sama nie wiem. Trochę strach pisać o tych niezrozumiałych a jednocześnie wypełniających nieprzejednaną pewnością sprawach w głowie.

I o co właściwie chodzi? Czy o wieczny nieprzerwany ciąg pytań i wątpliwości dotyczących życia i bycia w ogóle? O zastanawianie się, czy kiedykolwiek będę wystarczająco dobra dla siebie i innych? Albo czy znajdę kiedyś dziedzinę, w której będę dobra a wykonywanie pracy będzie sprawiać mi przyjemność, dla której warto ponosić wszelkie koszty? Tyle mam przykładów ludzi na swoim miejscu, czy gdzieś jest moje? Jeśli jest, kiedy je znajdę? A może przegapiłam już swój czas i poznałam wszystko, co było mi da…
tylko spokojnie. nie można dać się ponieść. nie można się unieść i odlecieć wysoko, do krainy w której wszystko jest moralne, zdrowe i odpowiednie. ma być moralnie tutaj, wśród cieni, z jasnością dookoła. (z jasnością we wszystkich, tylko nie we mnie)

co mi po snach, jeśli nie pozwolę żeby były prawdziwe
co mi po prawdzie, którą mało kto zna
w sumie, ja znam
ale spokojnie
to tylko ja
Wygląda na to, że jeśli daje się szansę czemuś, o czym się myślało, że jest już stracone, wszystko układa się w spójną całość. Nie jest stracone. Jest błyskiem w oku i skrywanym uśmiechem.
I nagle wiem, że nie potrzebna mi cała mądrość świata. To, co mam przed sobą daje mi spokój i pewność jaka mi się jeszcze nie śniła. Mogę tylko uśmiechać się i dziwić się, jak to możliwe.