Ostatnie niełatwe miesiące wiele mi dały. Nie sądziłam, że mogę wiedzieć o sobie więcej niż wiem. Nie sądziłam też, że mogłabym mieć tak silną pewność tego, że jestem warta wszystkiego co najlepsze. Trochę, troszeczkę, bardzo pomalutku - zaczynam być dla siebie. I to największy krok, jaki mogłabym zrobić.

Do końca sama nie potrafię pokazać, co takiego się zmieniło. Może to, że łatwiej mi akceptować swoje wybory. Może nie idę już jednocześnie w dwie strony. Poza tym wiem też, że moje starania się opłacają. I że się opłacą. Więc staram się mocniej.

Można powiedzieć, że to naprawdę wiosenny post. Mam nadzieję. Wciąż tańczę w ciemności - pewnie nigdy nie przestanę - ale nie oznacza to, że nie mogę się tym tańcem cieszyć, doskonalić go i wnosić w ciemność szczypty magii.