Czasami mam wrażenie, że otaczająca mnie rzeczywistość jest wyjęta z "Ferdydurke". Tu normalność to takie obce słowo, nabierające różnych znaczeń. I nie czuję się normalna, ja, w rozmiarze 40, z wielkim biustem, nie mieszcząca się w dowolne spodnie wybrane w sklepie. Nie czuję się normalna, z pragnieniem domu, męża, piątki dzieci i psa.
Żeby wpisać się w ramy normalności powinnam schudnąć o rozmiar. Dużo ćwiczyć, odżywiać się zdrowo, mieć wykształcenie, świetlaną przyszłość w postaci kariery przynoszącej bogactwo i sławę. Nie mam dużego stażu w życiu, ale czasem, gdy patrzę wstecz, żałuję lwiej części swoich wyborów. Bo nie są takie jak powinny. I nie są normalne.
Trochę mi szkoda, że nie znam jednej reguły na dobre i mądre życie. Nie wiem już, czy umiem odróżniać dobro od zła, albo czy mam poukładane w głowie. Co należałoby akceptować a co potępiać. Co jest ważne i na co trzeba pracować, a co zostawić i od czego się odsunąć.

Komentarze