Są chwile, w których mogłabym pomyśleć, że powinno być inaczej, niż jest. Mimo wszystko staram się tego nie robić. Nie żałować. Nie czuć żalu, pogardy do samej siebie, ani tęsknoty (choć piosenka Edyty Geppert też nie jest jakąś szczególnie szczęśliwą opcją, z Edith Piaf zrozumiałabym się lepiej).

I znów wróciłam do punktu wyjścia. Mam za sobą setki historii... Nie zapominając o dawnych i obecnych jej elementach, ani o tym, że owa historia - jakąkolwiek by nie była - lubi się powtarzać, oraz biorąc pod uwagę, że fortuna kołem się toczy, wiem, że zbliża się moja kolej. Na różne płonne nadzieje. Na wzloty. Na to, co przekazywane między słowami i dobre.

Jak długo takie przekonanie potrwa tym razem? Kto wie, a tymczasem...

... na mnie już pora.

Komentarze