Potrzebuję przestrzeni. Dobrego, ciepłego miejsca. Odrobiny światła- we mnie, bo całe otoczenie w swej surowej zieleni i ciemnym złocie nie potrzebuje dodatków.

Wszędzie dookoła magia. Zamykam oczy i widzę granatowe, ciemne niebo. Czarny horyzont przechodzący wszelkimi odcieniami granatu w białe zakończenia oświetlone światłem księżyca. I płaską, zimną plażę.
Nie sądziłam, że tego nie miałam. Tej chwili ciszy. Dobrej ciemności, bez strachu.
Zastanowienia. Za czym gonię? Kogo wciąż szukam? I, przede wszystkim, przed czym uciekam?


Atmosfera tego miejsca wpływa na mnie pośrednio destrukcyjnie. Jest we mnie cisza i bardzo, bardzo głośno krzyczy. Słyszysz?

Komentarze